
Cały dzień byłem dla wszystkich
(Wieczór. Siłownia prawie pusta.
Szczur siedzi zmęczony na ławce, ręcznik na karku. Patrzy w podłogę.)
(Podchodzi Dzik. Chwilę później obok przechodzi lisica — spokojna, zwyczajna dziewczyna po treningu, bluza oversize, słuchawki na szyi.)
Dzik:
– Co taki zgaszony?
Szczur:
– Nie wiem nawet od czego zacząć.
Szczur:
– Cały dzień coś ode mnie chcieli.
– Telefon.
– Praca.
– Ludzie.
– Problemy.
(Siada ciężej na ławce)
Szczur:
– Mam wrażenie…
– że cały dzień byłem dla wszystkich.
(Lisica zatrzymuje się obok, słyszy rozmowę)
Lisica:
– Znam to.
Szczur:
– Ty też?
Lisica:
– Praca, dom, ludzie…
– a potem wracasz wieczorem
– i nawet nie wiesz, czego Ci brakuje.
(Dzik patrzy spokojnie na Szczura)
Dzik:
– A byłeś dziś chociaż chwilę dla siebie?
Szczur:
– Chyba nie.
Lisica:
– I właśnie dlatego człowiek siada psychicznie.
Szczur:
– Śmieszne…
– Człowiek cały dzień coś robi…
– a na końcu i tak czuje pustkę.
Dzik:
– Bo działanie to nie zawsze życie dla siebie.
Lisica:
– Ja kiedyś miałam wyrzuty sumienia, jak robiłam coś dla siebie.
Szczur:
– Serio?
Lisica:
– Mhm.
– Jakby odpoczynek był czymś złym.
(Dzik kiwa głową)
Dzik:
– Ludzie dbają o wszystko…
– poza sobą.
Szczur:
– Czyli to nie jest egoizm?
Dzik:
– Nie.
Lisica:
– To ładowanie baterii.
Szczur:
– Czyli ten trening…
– to może pierwszy moment dzisiaj, kiedy zrobiłem coś dla siebie.
Dzik:
– No właśnie.
Najgorsze zmęczenie to to psychiczne. Kiedy cały dzień jesteś dla wszystkich…
a ani chwili dla siebie.
